Pink Floyd nigdy wcześniej, ani nigdy później nie nagrał takiej płyty jak „Ummagumma”. Czwarta z kolei w ich dyskografii, jedyna w swoim rodzaju, pozostaje najbardziej niezrozumianym krążkiem, pod jakim Floydzi się podpisali.

Składa się z dwóch części. Na pierwszej mamy cztery numery koncertowe. Są to: „Astronomy Domine”, „Careful with That Axe, Eugene” mój ulubiony z całej czwórki, z szaleńczym okrzykiem następującym po wypowiedzeniu tytułu tego utworu. Trzecim jest „Set the Controls for the Heart of the Sun” a ostatnim „A Saucerful of Secrets”. Dla mnie songi te to tylko dodatek do tego, co można znaleźć na drugim krążku.

A znajdziecie na nim 12 utworów tego kwartetu, muzyki, jakiej nie znajdziecie nigdzie indziej. Wszystko zaczyna „Sysyphus” stworzony przez Masona. Podzielony jest na cztery party i przypomina coś na kształt muzycznego kolażu. Pierwsza część to mroczna, z lekka patetyczna muzyka, kojarząca mi się z muzyką filmową. W drugim jest zmiana na wariacje na fortepianie, dość chaotyczne przy części końcowej tego partu. Trzecia to już kontrolowany chaos dźwięków, który po prostu trzeba usłyszeć. Czwarty to powrót do klimatów z partu pierwszego, ale nie do końca, gdyż tutaj wszystko jest bardziej rozbudowane.

Kolejne dwa numery skomponował Waters. Są nimi „Grantchester Meadows” i najbardziej nie muzyczny utwór na tym albumie „Several Species of Small Furry Animals Gathered Together in a Cave and Grooving with a Pict”, z piskami, gwizdami, z dźwiękami imitowania biegu małych stworzonek i oczywiście ich rozmowy z Piktem – ciekawa to, choć nieźle pogrzana wizja.

Następne trzy numery napisał David Gilmoure i nadał im jeden wspólny tytułu „The Narrow Way” Z tego najbardziej przypadała mi do gustu druga jego odsłona, gdzie surowy, ciężki, przesterowany riff wrzyna się razem z basem i dźwiękami tła w moją czaszkę. Świetny kawał muzy, ale szkoda, że to jednorazowy wyczyn.

I zostały nam jeszcze trzy numery, które również są podpisane jednym tytułem - „The Grand Vizier's Garden Party” To całościowo jest dziełem Wrighta. Szczerze to jakoś najmniej on do mnie przemawia, choć można tu znaleźć coś ciekawego.

Nie okrzyknę tego krążka największym dziełem Floydów, ale nie napisze też, że było to ich największe nieporozumienie. „Ummagumma” to po prostu mały wybryk, skok w bok, wizja, która nigdy nie doczekała się kontynuacji. Pewnie dlatego, że albumy tego typu, nigdy tej kontynuacji mieć nie mają.






Portal Metal.pl nie odpowiada za poglądy i opinie wyrażane w TEMP recenzjach. Są one tylko i wyłącznie poglądami autora recenzji.


Chcesz o tym pogadac? Kukaj na: Forum.Metal.pl

zespół:  Pink Floyd
album:  Ummagumma
autor:  Vincent Asher

inne albumy tego wykonawcy:
"A Saucerful Of Secrets"
"Obscured By Clouds"
"The Dark Side Of The Moon"
"The Piper At The Gates Of Dawn"
"The Wall"
"Wish You Were Here"
"Animals"
"Meddle"
"More"
"The Division Bell"
"The Final Cut"

zobacz inne recenzje tego autora


©1999-2008 Metal.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody portalu lub autora zabronione!