|
Oto przed wami recenzja 10 albumu jednej z największych progresywno rockowych grup świata. Mowa tu o Pink Floyd i ich płycie „Animals”. Po dwóch poprzednich dziełach, trzeba zaznaczyć że wielkich, bo są to „Dark Side of the Moon” i „Wish You Where Here”, panowie Wright, Mason, Gilmour i Waters, powinni mieć problemy z wydaniem godnego następcy. Jednak podeszli do tego na spokojnie i materiał wypuszczony w 1977 roku to kompozycje, które zostały stworzone w czasie sesji „Wish...”. Można powiedzieć, że poszli na łatwiznę, ale to byłoby dalekie od prawdy.
Pięć kompozycji znajdujących się na krążku to przede wszystkim utwory jednego z nich. Roger Waters wziął na swoje barki prawie całe dzieło. Płyta dzieli się na trzy kilkunastominutowe utwory: „Dogs”, „Pigs (Three Different Ones)” i „Sheep”, plus dwie akustyczne balladki. Warstwa tekstowa tych trzech jest bardzo ważna, gdyż Waters podzielił ludzkość na te trzy tytułowe zwierzęta. Świnie – klasa rządząca. Psy – ich posłuszni pupile, wykonujący wszelkie rozkazy. I owieczki, czyli cała reszta, szara masa bojąca się zrobić cokolwiek. To wszystko czyni to wydawnictwo koncept albumem. Od razu nasuwa się porównanie do powieści Orwella „Folwark Zwierzęcy”, jednak sam Waters przyznał, że inspirowały go bardziej bajki Ezopa.
Muzycznie jest to najmniej pokręcona płyta, bardziej stonowana, nie ma w niej wielkich klawiszowych wariacji. Najlepszym numerem na „Animals”, w którym udzielał się Gilmour (tylko tu można usłyszeć jego specyficzne graną solówkę) jest „Dogs”. Zaczyna się od akustycznych dźwięków gitary, by po nie dłuższej chwili przemienić się w cudowną historie progresywnego grania. Ciekawostką „Dogs” są syntetyczne dźwięki psów stworzone na Vocoderze przez Wright'a, słyszalne mniej więcej po 9 minucie.
„Pigs” ze swoim psychodelicznym początkiem na klawiszach jest godnym kontynuatorem muzycznej myśli zapoczątkowanej w „Dogs”. Bardziej surowym i mniej zróżnicowanym, ale pomimo tego świetnym. Za to „Sheep” to najsubtelniejsza odsłona „Animals”, pomimo słyszalnego tu szybszego tempa. Środkowa część utworu to syntetyczny wokal, na tle beczenia baranów i oczywiście progres muzy. Tekst zaczyna się słowami „The Lord is my shepherd, I shall not want. He makes me down to lie” - chyba nie trzeba tego komentować.
Dźwięki te są dla każdego fana rocka. Niekoniecznie dla starego wyjadacza rock progresji, ale dla każdego, kto szuka czegoś pięknego w tego typu muzyce. Może nie jest to czymś niesamowitym, lecz warto zagłębić się w tą paletę wizji stworzoną przez człowieka dla człowieka.
Portal Metal.pl nie odpowiada za poglądy i opinie wyrażane w TEMP recenzjach. Są one tylko i wyłącznie poglądami autora recenzji.
Chcesz o tym pogadac? Kukaj na: Forum.Metal.pl
|
|
| zespół:  | Pink Floyd |
| album:  | Animals |
| autor:  | Vincent Asher |
inne albumy tego wykonawcy: "A Saucerful Of Secrets" "Obscured By Clouds" "The Dark Side Of The Moon" "The Piper At The Gates Of Dawn" "The Wall" "Wish You Were Here" "Meddle" "More" "The Division Bell" "The Final Cut" "Ummagumma"
zobacz inne recenzje tego autora
|
|