Genialny!!! Bez dwóch zdań... Po prostu nie ma o czym gadać. Na tym albumie Pink Floyd wznieśli się na wyżyny swoich możliwości. „The Dark Side of the Moon” jest ich największym dziełem pod każdym względem i niech co do tego nie będzie żadnych wątpliwości.

Zapewne znajdzie się paru, którzy będę kręcić nosem … ja sam kręciłem, więc to wiem. Miałem wtedy 17 lat, a moim życiem rządził death/black i inne tego typu rzeczy. Gdy wtedy pierwszy raz usłyszałem ten album pomyślałem: „ta muza jest niezła, ale jestem jeszcze na nią za młody”. I proszę, minęło trochę czasu, a ja zachwycam się Floydami i piszę recenzję największego albumu wszech czasów.

Chyba przesadziłem ze wstępem, ale nie potrafiłbym inaczej. Wracając na ziemię i do płyty... Mamy tu dziesięć niesamowitych utworów, związanych ze sobą nierozerwalne, dzięki temu materiał ten jest spójny pod każdym względem, czy to tekstowym, czy muzycznym. Wyważony klimat każdego z nich sprawia, ze słucha się go lekko i z wielką chęcią. I jeszcze jedno – prostota – gdy słucham tych dźwięków to to słowo przychodzi mi na myśl. W sumie pewnie nie jest adekwatne, bo przecież to Pink Floyd i określenie ich muzyki prostotą jest prawie bluźnierstwem. Cóż, pewnie i tak, ale muza ta wydaje mi się tak prosta i łatwa, jak nic innego na świecie.

Krążek ten ma cztery mocne punkty, w postaci czterech kawałków, tworzących jakby jego szkielet. Pierwszym jest „Breathe”. Dzięki użyciu techniki slajdu przez Gilmoura, kompozycja ta płynie swym spokojnym rytmem, do którego wtóruje podobnie wokal. Następny to niesamowity „Time”, zaczynający się odgłosami dzwoniących zegarów nałożonych na siebie. Tutaj możemy usłyszeć prawie dwuminutową solówkę, świetnie wypełniającą środek utworu. Kolejnym jest chyba najbardziej znany „Money”. Jak w poprzednim, początek to zmiksowane „pozamuzyczne dźwięki” (darcia papieru, brzęczenia monet, otwierania kasy). Cóż tu więcej pisać? Ten kawałek to po prostu geniusz, to trzeba usłyszeć, szkoda słów ... Ostatnim wyróżnionym przeze mnie jest „Us and Them”. Najdłuższa piosenka na albumie, wolna, pełna melancholii, która ujawnia się dźwiękach pianina, ale nie tylko. Utwór smutny, ale bardzo piękny.

Mógłbym ten album opisać jednym słowem, tym zaczynającym tą recenzję. W sumie to tak bym wolał, gdyż opisywanie w jakikolwiek „The Dark Side...” mija się z celem. Te dźwięki są genialne, więc każda próba - także i ta - przedstawienia ich słowami jest bezsensownym aktem snobizmu. To tyle na ten temat, reszta pozostaje... po ciemnej stronie.






Portal Metal.pl nie odpowiada za poglądy i opinie wyrażane w TEMP recenzjach. Są one tylko i wyłącznie poglądami autora recenzji.


Chcesz o tym pogadac? Kukaj na: Forum.Metal.pl

zespół:  Pink Floyd
album:  The Dark Side Of The Moon
autor:  Vincent Asher

inne albumy tego wykonawcy:
"A Saucerful Of Secrets"
"Obscured By Clouds"
"The Piper At The Gates Of Dawn"
"The Wall"
"Wish You Were Here"
"Animals"
"Meddle"
"More"
"The Division Bell"
"The Final Cut"
"Ummagumma"

zobacz inne recenzje tego autora


©1999-2008 Metal.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody portalu lub autora zabronione!