Anathema - Katowice, Mega Club, 10 czerwca 2004

Z nieukrywaną niecierpliwością oczekiwałem na kolejny koncert Brytyjczyków - czwarty w ciągu zaledwie 14 miesięcy. Ten jednak miał być inny, niż pozostałe trzy, w których miałem niewątpliwą przyjemność brać udział. Był to bowiem koncert "zwykły" - ostatnie były na Metalmanii 2003, akustyczny i rejestrowany na DVD. Tym razem miał się odbyć w katowickim Mega Clubie - miejscu, w którym nigdy nie byłem, a o którym wiele słyszałem (sławne schody...). Po dotarciu na miejsce, przetrzymano nas jeszcze przez półtorej godziny przed drzwiami. Czekanie było jednak miłe, bo wśród nas kręcili się muzycy, rozdawali autografy, rozmawiali z fan(k)ami czy, jak Vincent, udzielali wywiadów (pozdrowienia dla Radia Egida z Uś :) ) W końcu koncert się rozpoczął.

Jako tzw. 'support act' wystąpił krakowski Delight. Nie mieli łatwego zadania - paliły im się piecyki... a i publiczność, moim zdaniem, była nastawiona negatywnie do nich samych. Choć Delight nie grał długo, usłyszeliśmy jednak m.in "Spring", popisowy "Careless Whisper" i "Wieczny finał", którym zespół zwykle kończy swój występ. Swoją drogą zastanawiam się, ile osób słuchających tego utworu wiedziało, dlaczego ten utwór jest po polsku i kto napisał słowa... W każdym razie, kiedy Paulina zapowiedziała ostatni utwór, z gardeł zgromadzonych wydarło się gromkie "Hurrra!!".

Kilkanaście minut później na scenie było już posprzątane i swój sprzęt zaczęli rozstawiać Anglicy. Nie kazali nam czekać długo - szybko się rozłożyli, Danny i Jimmie strojąc gitary zaserwowali nam porcję dobrego grania - "Enter Sandman" Metallica i chwilę później jeszcze "Smells Like Teen Spirit" Nirvany. śmiem twierdzić, że te dwie minuty rozgrzały atmosferę i publikę bardziej niż nawet cała armia Delightów :) Parę chwil później Mega Club wypełnił się podnieconym wrzaskiem niewiast - czyli na scenie pojawił się Vinnie.... i Anathema rozpoczęła występ.

Swiatła zgasły, na scenie pozostał jedynie fiolet i kłęby dymu. Wtedy właśnie usłyszeliśmy pierwsze dźwięki klawiszy "Shroud of Frost", które w znany wszystkim sposób przerodziło się w "Fragile Dreams". To wystarczyło, by publiczność znalazła się w transie. Temperatura podniosła się o dodatkowe kilka stopni (dosłownie...), nie zdążyłem złapać drugiego oddechu - a już bawiłem się przy disasterowym "Balance" i "Closer". Szybkie kompozycje wprawiały w jeszcze większy amok. Mnóstwo ludzi po prostu zamykało oczy i rzucało się w tłum skaczących - w takich chwilach nic się nie liczy. Można powiedzieć, że zaczęli w iście Hitchock'owskicm stylu - najpierw powinno być trzęsienie ziemi, a potem napięcie stale rośnie.

Nieco wytchnienia przyniosło "Pressure" i "Release" z A Fine Day to Exit. Następnie przeniesiono nas w klimaty Judgement i Alternative 4. Gdy zabrzmiały pierwsze chwyty "Forgotten Hopes", publika zaczęła się delikatnie kołysać i śpiewać z Vinniem. Zapomniane Nadzieje przerodziły się w "Destiny is Dead". Chwilę później na scenie robi się ciemno... i słyszymy "...how I needed you?" - "One Last Goodbye". Rozmowy milkną... i mimo ogromnego gorąca ludzie przytulają się do siebie, zamykają oczy, kołyszą się... szukają dłoni bliskiej osoby. Ktoś gdzieś ukradkiem ociera łzy, inny ktoś zapala płomień zapalniczki. Jakby dla przeciwwagi, sekundę później Anathema poczęstowała nas "Empty", który był długo wyczekiwany przez fanów.

Dopełnieniem było "Judgement", doskonałe "Panic" z AFTE, a Mega Club znów zatrząsł się w swych posadach. Skołatane serca było dane nam uspokoić przy "Temporary Peace". Następny utwór był dla wszystkich niemałym zaskoczeniem - i jeszcze większym prezentem. Nie zapomniałem jeszcze Metallicznej zabawy z zeszłego poniedziałku, a tymczasem Danny, Jimmie i spółka zaproponowali "Orion"! Coż się działo! Cover przyjęty był bardzo, bardzo pozytywnie. Potem krótka przerwa na "Flying" - i znów powrót do staroci! Najpierw "Sleepless" - dla dinozaurów pamiętających rok 1993 i "Serenades", oraz moje ukochane "A Dying Wish" z Silent Enigma. Pierwsze riffy spowodowały, iż zapomniałem o wszystkim. Potęga, ekspresja, wrzask. Publika oszalała, a z setek gardeł wydarły się słowa "I bear the seed of ruin, A golden age turned to stone Elysium... to dust".

Ukojenie po tym misterium przyniosła Angelica i kochany przez fanów cover "Comfortably numb", który zakończył występ. Choć koncert Anathemy dobiegł końca, zazdroszczę Wrocławowi , Bydgoszczy i Szczecinowi, że takie emocje jeszcze przed nimi. Ktoś może zapytać "Co jest takiego w kolejnym koncercie Anathemy?" A jednak jest... Ten również był wyjątkowy - inny niż poprzednie. Sam występ był doskonały, mi osobiście zabrakło "A Fine Day to Exit", ale sądzę, że każdy chciałby usłyszeć coś innego.

Cieszy, kiedy widać jak dobrze Anathema czuje się na polskich scenach, zresztą sam Jimmie powiedział mi, że nie ma drugiej takiej publiczności jak tu, w Polsce. Vincent również lubi nasz kraj i naszą kuchnię, o czym wczoraj oznajmił na koncercie ("Kapusta") :) Jeśli chodzi o Mega Club, to nie jest on wymarzonym miejscem na koncerty. Schody rzeczywiście przeszkadzają, a o klimatyzacji nikt chyba nie słyszał. Natomiast jest to idealne miejsce na robienie zdjęć. W moim odczuciu koncert był wyjątkowy, bo taki zwykły, klubowy. Nigdy wcześniej nie miałem przyjemności posiedzieć z kapelą po koncercie, wypić wspólnie po piwie i pogadać. I smuci znów fakt, że nastąpiło to w Mega Clubie, gdyż wszyscy wraz z kapelą, zostaliśmy wyproszeni o północy (nie słyszałem o knajpie w Krakowie z której wypraszają, o 12 w szczególności). Impreza zatem przeniosła się przed klub, gdzie do późnych godzin fani rozmawiali z muzykami. To, co jednak bardzo smuci - i wstyd mi z tego powodu - to incydent, do którego doszło właśnie przed klubem. Dwóch kolesi (ziomali? dresiarzy? s...synów? ) dobierało się do samochodów muzyków. Doszło do ostrej wymiany słów (Vincent: Fuck off! - a tak się składa, że dresiarze z całego bogactwa języka Albionu znali właśnie to słowo) i nastąpiły małe przepychanki. Koniec końców, szczęśliwie chłopaki przegonili tych palantów.... i pozostaje mieć tylko nadzieję, że ci nie wrócili z kolegami...

Więcej fotek znajdziecie na stronie: www.ish.prv.pl





Chcesz o tym pogadac? Kukaj na: Forum.Metal.pl

relacja:  Anathema, Delight
miejsce:  Mega Club, Katowice
data:  2004-06-10
autor:  Ish


©1999-2008 Metal.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody portalu lub autora zabronione!