| index » news » recenzje » relacje » wywiady » filmy » konkursy » mp3 » koncerty » ksiazki » radia » chat » tattoo » linki » ekipa | ||||||||||||
|
Blue Moon Festival, 30.06.2006, Klub Studio, Kraków
Na początek - Monstergod, którego miałam okazję zobaczyć na scenie i usłyszeć w ogóle po raz pierwszy. I muszę przyznać, że bardzo przypadli mi do gustu: elektro industrialne dźwięki z niezwykle mrocznym, przesterowanym wokalem. Chwilami miałam wrażenie, że wokalista miewa jakieś konszachty z siłami nieczystymi;), albo miał coś kiedyś wspólnego z blackowymi klimatami. Pewnie nie, ale nic nie poradzę, tak mi się skojarzyło. Choć z drugiej strony, koloratki, które bieliły się spod kołnierzyków dwóch członków zespołu mogły potwierdzać, że coś jest, przewrotnie bo przewrotnie, ale na rzeczy;) Sam występ ocenić mogę na dobry, poprawny, świetny byłby pewnie, gdyby atmosfera bardziej sprzyjała, a ta jeszcze była trochę niemrawa, no cóż, są to uroki grania w pierwszej kolejności, w dodatku dla niewielkiej publiki. Mnie się jednak podobało i kto wie, czy wkrótce nie pokuszę się o zdobycie nagrań tej grupy.
Na drugi ogień poszedł początkujący krakowski SoundQ, choć sami muzycy raczej do naturszczyków nie należą (metalowym ziomkom raczej nie obce jest nazwisko Jarka Barana czy Kuby "Cube" Kubicy). Wiele sobie obiecywałam po tym występie, jednak moje oczekiwania troszeczkę jakby się nie spełniły. A to dzięki "genialnemu" dźwiękowcowi, który spartolił lekko ustawienie wokali na początku. Poza tym, zespołowi a szczególnie Cube'owi chyba dokuczyła nieco trema. Dało się wyczuć, że chłopaki lekko się stresują (a może mi się wydawało), choć, nie powiem, w miarę upływu czasu i kolejnych kawałków byli coraz pewniejsi swego, w czym zapewne pomogło wsparcie ze strony publiki. Cube się rozkręcił i w sumie wypadło całkiem nieźle, jak na trzeci w karierze zespołu występ na żywo. Naprawdę w porządku. Myślę, że z występu na występ będzie coraz lepiej, zasługuje na to ich muzyka, jakże odmienna od tej jaką grają "na co dzień", subtelne elektroniczno trip-hopowe klimaty z fantastycznym wokalem niejednokrotnie przywołującym skojarzenia z Peterem Heppnerem (Wolfsheim). Zdecydowanie wokal to duży atut tej muzyki. Tylko więcej pewności siebie Cube:) Co mnie zaskoczyło, to to, że występowi SoundQ nie towarzyszyły już żadne wizualizacje, które mogliśmy podziwiać na dużym ekranie umieszczonym obok sceny podczas występu Monstergod. Tak z resztą było już do końca festiwalu. Ale być może były to prywatne wizualizacje chłopaków z Monstergod, nie wnikajmy w szczegóły...
Po SoundQ i tradycyjnej krótkiej przerwie przyszła kolej na wrocławski D'Archangel, którego miałam okazję posłuchać już nieco w jednej ze stacji radiowych (tak, tak, są takie stacje, które nie męczą naszych uszu komercyjnym chłamem), ale to mi nie wystarczyło. Dlatego też, chętnie oddałam się przyjemności uczestniczenia w ich koncercie. A przyjemność była. Bardzo profesjonalny występ, zresztą nie ma się czemu dziwić, zespół ma już nawet zagraniczne wojaże na swoim koncie, zagrali np. na zeszłorocznym występie na Wave Gotik Treffen. Aż dziw bierze, że nie udało im się jeszcze wydać płyty. To naprawdę ciekawa mieszanka gotycko rockowych klimatów z wpływami new romantic, dark wave, elektro, industrialu i... popu:) Dobrze się tego słucha, choć momentami brakuje tzw. pazura, bo mieszanka jest idealnie skomponowana, a scenicznie to bardzo dobrze wyrobiony zespół, co chyba może potwierdzić każdy, kto bawił się na ich koncercie podczas tego festiwalu, a była to coraz większa grupa, coraz żywiej reagujących osób.
Na taką samą reakcję publiki mógł liczyć Agonised By Love, kolejny zespół w zestawie Blue Moon Festival. Mieszanka dark wave, new romantic, często porównywana choćby z Diary Of Dreams czy Dioramą. Występ zaczęli od swojego przebojowego, szybko rozpoznawanego "Silent War", który w zasadzie jest chyba najlepszym numerem na ich płycie. W secie pojawił się nawet utwór, który pojawić się ma na kolejnym wydawnictwie zespołu. Ogólnie zostali dobrze przyjęci. Wokalista ABL znakomicie odnajduje się na scenie, świetnie się porusza i widać, że sprawia mu to dużą satysfakcję. Już nie wspomnę, że jego obecny wygląd jest jak żywcem wyjęty z lat '80, co tym bardziej zaważyło na moim ogólnym pozytywnym wrażeniu, jako, że sentyment do tamtych czasów mam niemały;) Koncert może nie był jakiś szczególnie rewelacyjny, ale nie bardzo mam się, z drugiej strony, do czego przyczepić. Na pewno zaś nie mogę się przyczepić do tego co nastąpiło po występie Agonised By Love i pokazie mody alternatywnej, o którym może nie będę pisać więcej jak ponad to, że prezentowane wdzianka były niezłe, ale sam pokaz raczej niespecjalny i nie wart rozwodzenia się nad nim.
Za to długo by można mówić o koncercie niemieckiego Rotersand, który dosłownie powalił mnie na kolana. Profesjonaliści w każdym calu, wkroczyli pewnie na scenę, a Rasc - wokalista tego tria, całkiem sporego metrażu łysy gość w długim czarnym płaszczu, w mgnieniu oka zaskarbił sobie sympatię publiki, z którą cały czas, od początku do końca miał fantastyczny kontakt. Do tego stopnia, że w pewnym momencie zaskoczył wszystkich i cały czas śpiewając, zszedł ze sceny, wmieszał się w lekko oszołomiony tłum, i zaczął skakać i tańczyć z nim w takt electro-future-popowo-techno-industrialno-rockowych rytmów, które wielu tego wieczoru przybyłym do klubu Studio przypadły do gustu. Naprawdę r.e.w.e.l.a.c.y.j.n.y występ!!! Dołączam Rotersand w poczet moich "the best bands of the dark independent scene":)
Druga gwiazda wieczoru, wyczekiwana Apoptygma Berzerk, mimo zjechanej równo wśród fanów ebm-owskich dźwięków ostatniej płyty, spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem wśród publiki. Podobnie jak Rotersand, dali bardzo energetyczny, porywający koncert, mieli genialny kontakt z rozszalałą publicznością i chyba sami byli zadowoleni z odbioru i reakcji ludzi, którzy nie szczędzili gardeł wyśpiewując m.in. takie hiciory jak : "Deep Red", "In This Together", "Non Stop Violence", czy "Shine On"- cover House Of Love. Nic dziwnego, że na bis wychodzili dwukrotnie (Rotersand też nieźle, bo zaliczyli jednego bisa). Dodam jeszcze tylko, że koncert faktycznie, jak to ponoć ostatnio Apoptygma ma w zwyczaju, zagrany był bardziej na rockową, a w tym wypadku, rzec należałoby, pop-rockową nutę, co dla mnie było o tyle interesującym wydarzeniem, że stanowiło porównanie z zupełnie odmiennym stylowo, (choć równie energetycznym) jak się okazało, koncertem na zeszłorocznym Wave Gotik Treffen. Dało się zauważyć jeszcze jedną różnicę: mianowicie wokalista APB coraz bardziej zaczyna się upodabniać wyglądem do Briana Molko (Placebo), a cały zespół ogólnie niedługo na myśl zacznie przywodzić (nie obrażając Briana) bożyszcza nastolatek - Tokyo Hotel, a jedyne co ich będzie odróżniać to wiek;)
Chcesz o tym pogadac? Kukaj na: Forum.Metal.pl |
|
|||||||||||
| ©1999-2008 Metal.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody portalu lub autora zabronione! | ||||||||||||