"Through the darkness of future past The magician longs to see One chants out between two worlds: Fire walk with me."

Ostrzegam - ta recenzja będzie pełna wątków autobiograficznych oraz nieobiektywna. Poza tym, przez większą jej część będę pisał nie na temat. Czyli znajdziecie tutaj to co lubicie najbardziej;)

Po pierwsze, jestem fanem, wręcz wyznawcą Twin Peaks, które uznaję za najlepszy serial wszech czasów. Z tego właśnie dzieła David'a Lynch'a pochodzi cytat powyżej. Przewija się on przez cały serial, jest znaczący, a fraza "ogniu krocz ze mną" została użyta nawet jako tytuł pełnometrażowego prequela Twin Peaks. Tak więc jak zobaczyłem płytę zatytułowaną Fire Walk With Me musiałem ją zrecenzować i już.

O kapeli Brainstorm nie wiedziałem nic. Krótkie śledztwo doprowadziło mnie do następujących informacji: istnieją dwie Burze Mózgów - łotewscy pop rockowcy (kiedyś wygrali Eurowizję, więc ten BS nie może być dobry), oraz germańscy heavy/power metalowcy. Byłem bardzo daleko od zadowolenia - zarówno do ubóstwianego przed podstarzałych metalowców heavy jak i do radiowych, ludycznych melodyjek podchodzę jak pies do jeża.

Jeśli mając w pamięci nazwę serwisu, w którym czytasz tą recenzję, doszedłeś do wniosku, że opisywany tu Brainstorm to jednak niemiecki heavy metal, to gratuluję: jesteś już o krok od inżynierii rakietowej (to parafraza cytatu z Twin Peaks - zapewne nie ostatnia w tej recenzji).

Odpowiedź na pytanie: "Dlaczego Jedaz nie lubi heavy metalu?" nie jest prosta, ale pomijając zawiłe frazesy brzmi: nie wiem. Może rzecz leży w quasi-falsetowym wokalu, może w słodziutkich, acz wolnych melodyjkach. Fakt, kiedyś przechodziłem okres fascynacji Iron Maiden, ale miałem wtedy jakieś 10 lat. Od tego czasu moje gusta dość mocno się zmieniły. Dziś, od wielkiego dzwonu, czasem zapuszczę sobie coś Running Wild: najchętniej Under Jolly Roger albo Port Royal. W sumie to jest też kapela z Niemiec, co odebrałem jako dobry omen.

I się pomyliłem. Singiel Fire Walk With Me zawiera pięć kawałków, z czego dwa są wersjami live, a jeden to elektroniczny remix. W zasadzie nie jest jakoś szczególnie źle. Wokal jest całkiem fajny, podobnie dobrymi umiejętnościami wykazują się gitary i cała reszta brzmienia. Jest dużo miłych solówek, kompozycje utworów są dość ciekawe (chociaż nie udało się uciec od koncepcji "zwrotka, refren, zwrotka, refren"). Miły akcent to też swoiste unowocześnianie heavy metalu: na krążku znajdziemy trochę elektroniki powpychanej tu i ówdzie, znajdą się też core'owe akcenty.

Ale to jest kurde heavy metal. Nie wiem jak Wy, ale ja nie widzę w nim ani agresji, ani szybkości, ani nic. Ot, albumiczek może się podobać, ale fanom tego gatunku. Jeśli na ogół słuchasz defu, bleku, czy co tam jeszcze Papcio Sejtan raczył nam z piekła wyrzygać, to nie wiem po co miałbyś w ogóle podchodzić do tego, co popełnili panowie z Brainstorm.

Na koniec coś, o czym mało co bym zapomniał, a mianowicie elektroniczny remix kawałka tytułowego zamykający ten krążek. Powiem tak: lubię muzykę elektroniczną, słucham szerokiego arsenału brzmień rozciągających się od dark ambientu, przez noise, aż po Prodigy czy eksperymenty spod szyldu downtempo i trip-hopu, i mam wrażenie, że jako tako umiem odróżnić dobrą muzykę elektroniczną od niedobrej. I tutaj właśnie mamy książkowy wręcz przykład niedobrej muzyki elektronicznej.

"She's dead... wrapped in plastic." - te słowa wypowiada Pete Martell w pilocie Twin Peaks. I pasują one nie tylko do uroczego trupa Laury Palmer, ale także do Fire Walk With Me. Pudełko z płytą jest zafoliowane, a zawartość martwa - zimna, nieruchawa, bez emocji. Polecam nekrofilom i fanom heavy metalu.






Chcesz o tym pogadac? Kukaj na: Forum.Metal.pl

zespół:  Brainstorm
album:  Fire Walk With Me
autor:  Jedaz



inne albumy tego wykonawcy:
"Liquid Monster"

zobacz inne recenzje tego autora


©1999-2008 Metal.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody portalu lub autora zabronione!